sobota, 3 grudnia 2016

Rozdział 3

- Więc jest pan biseksualistą?

- Nigdy nie myślałem o sobie w ten sposób, bo nigdy wcześniej mężczyźni mi się nie podobali. Teraz z resztą też niespecjalnie. On był po prostu inny, specyficzny, co sprawiało, że był wyjątkowy. Może to dlatego? Do tej pory nie umiem sobie tego wyjaśnić. Zresztą, nigdy nie zechcę tego wyjaśniać, bo po co? Liczy się tylko to, że mimo wszystko zakochałem się w nim na zabój.

- Opowiedz mi, jak się poznaliście, wasze spotkania, wszystko.

- Dobrze, ale to będzie długa historia.

Tego dnia wprowadzaliśmy się z Kate do nowego domu. Długo go szukaliśmy, bo każde z nas miało wymagania, które musiał spełniać budynek. Ja chciałem by był duży i przestronny w klasycznym stylu. Kate pragnęła mieszkać jak najbliżej morza i żeby mieć sypialnie z widokiem na plażę. Do tego koniecznie nalegała na czerwone dywany i skórzane kanapy. Po dłuższym czasie znaleźliśmy nasze "marzenie" i bez zawahanie dokonaliśmy zakupu. Na żywo wszystko wyglądało jeszcze lepiej. Podziwiałem każdy centymetr tej jakże doskonałej architektury. Dwa piętra zapewniały nam spory komfort.

Na dole znajdował się ogromny salon z jednym z większych telewizorów, jakich widziałem. Wiedziałem, że nie przepuszczę oglądania tu meczów footballu. Oczywiście naprzeciwko znajdowała się gigantyczna, biała kanapa. Miejsce było bardzo dobrze oświetlone, przez promienie słoneczne, które wpadały tam dosyć sporymi oknami. Na dole była też nowocześnie urządzona kuchnia w odcieniach czerni i czerwieni, a także łazienka, pokój gościnny, garderoba zimowa i tak zwany 'składzik' ze wszystkimi naszymi gratami, które nie znalazły miejsca gdzie indziej.

Na piętrze położona była druga łazienka i garderoba letnia, gabinet, biblioteczka i sypialnia. Z łóżka stojącego obok monumentalnego okna, widniała panorama, o jakiej mi się śniło. Było widać akurat tę bardziej odludnioną część plaży. Z lewej strony znajdowało się pasmo skał, których krawędzie były ostre, jak żyletki. Fale delikatnie uderzały o brzeg i skaliste ściany, w skutek czego, miliony drobinek wody wystrzeliwały w powietrze, tworząc niesamowite zjawisko. Nie zapominając o tym, że słońce zachodziło idealnie na środku horyzontu.

Gdy już się rozpakowaliśmy, pocałowałem ją długo i namiętnie. Spojrzałem jej głęboko w oczy i powiedziałem: "Dziś zaczynamy nowe wspólne życie". Ona tylko się uśmiechnęła i ciągnąc mnie za rękę, zabrała nas na plażę.

Była godzina 15:00, może lekko po. Piasek piekł nas w stopy. Usiedliśmy na przypadkowym miejscu i wpatrywaliśmy się przez chwilę w wodę. Potem zaczęliśmy się bawić w prawda, czy wyzwanie. Zleciała ponad godzina, a my nadal w świetnym nastroju graliśmy dalej.

B: Prawda, czy wyzwanie?

K: Prawda.

B: Tchórz! Ale niech ci będzie. Jesteś tu szczęśliwa, czy wolałabyś wrócić tam, skąd przyjechaliśmy?

K: To miejsce jest niesamowite, ale brakuje mi wielu naszych przyjaciół. Ale znajdziemy nowych, damy radę.

B: Pewnie masz rację.

K: Prawda, czy wyzwanie?

B: Wyzwanie.

K: Odważnie. Hmmm... Podejdź do tego chłopaka, koło skał i się z nim zaprzyjaźnij.

B: Co!?

K: Słyszałeś! Po drugie, dobrze ci to zrobi. No idź już!

B: Dobrze. Idę już, idę!

-------------------------------------------------------------------------------------------

Ruszyliśmy z rozdziałem 3 ! Przepraszam za wszelkiego rodzaju błędy.

Nicole

Obserwatorzy