niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 1

     - Więc, jaki jest pański problem? - Z rozmyśleń wyrwał mnie głos starszego mężczyzny w okularach i białym kitlu. Miał dosyć długie, siwe włosy, które pasemkami opadały mu na czoło oraz kilkanaście małych zmarszczek, które ukazywały, że przeżył już wiele wiosen. Jego wzrok wypatrywał we mnie odpowiedzi na zadane wcześniej pytanie. Jeszcze przez moment przyglądałem się bystrym oczom człowieka siedzącego tuż obok mnie, a następnie przyjrzałem się bliżej pomieszczeniu, w którym się znajdowałem.

     Leżałem na skórzanym fotelu w kolorze ciemnego brązu. Obok mnie znajdował się duży, dębowy regał wypełniony książkami. Natomiast po mojej lewej stronie w oczy rzucało się całkiem spore biurko, w tej samej tonacji co regał, a za nim szklana ściana z widokiem na plażę i przebywających na niej ludzi. Na samo wspomnienie wody i piachu łamało mi się serce, a co dopiero, gdy musiałem na to patrzeć. Prędko odwróciłem głowę, wbijając wzrok przed siebie. Twarze wcześniej już opisanego mężczyzny, bacznie śledziła każdy mój ruch, reakcje, czy też oddech, który zdecydowanie  przyśpieszył. Lekko zniecierpliwiony ponowił pytanie.

     - Więc, z czym pan do mnie przyszedł? Co jest pańskim problemem?  - Próbowałem ułożyć jakieś sensowne zdanie w głowie, ale nic nie może opisać tego, jak się teraz czuję.

    - Po dwudziestu-pięciu latach mojego życia poznałem osobę, która oddałaby swoje życie dla mnie.

    - I co w tym złego?

    - Oddała je. Nie mogę. Po prostu nie mogę się z tym pogodzić.

    - Ooo. Przykro mi. Moje najszczersze kondolencje.

    - W dupie mam w tym momencie pana kondolencje. Nie przyszedłem tu po to, by ich wysłuchiwać.
 
    - Dobrze, przepraszam. Także więc, niech mi pan powie, jak wyglądało pańskie życie zanim się państwo poznali?
 
    - Zależy z jakiej perspektywy się na to patrzy.  - Psycholog poprawił się na fotelu, opierając głowę na dłoni, szykując się tym samym na moją wypowiedź. - Jeśli chodzi o to, czy byłem szczęśliwy, to owszem, byłem, a nawet bardzo.
   
     Jako dziecko byłem zadowolony z tego, co miałem. Codziennie wychodziłem na dwór, żeby pograć w piłkę, czy też bawić się w berka z moim dawnym przyjacielem - Samem. Był ode mnie o rok starszy, więc uważałem go za wzór do naśladowania, co oczywiście było dla mnie dobre. Jego rodzice świetnie go wychowali. Potrafił się kulturalnie zachować, gdy wymagała tego sytuacja.
   
     Z każdym dniem bycia nastolatkiem traciłem coraz więcej czasu na naukę. Bardzo oddaliliśmy się od siebie z Samem, bo żaden z nas nie mógł znaleźć dla drugiego wolnej chwili. Brakowało mi go i to bardzo, ale chciałem wyrosnąć na porządnego i inteligentnego człowieka. Wszystko ma swoją cenę. Czasem niską, a czasem wysoką, a ja postanowiłem ją "zapłacić". Jednakże to, że nie spotykałem się z nikim, nie oznaczało, że byłem nietowarzyski. Wręcz przeciwnie. Uwielbiałem rozmawiać z ludźmi na przeróżne tematy. Byłem wygadany, a buzia mi się nigdy nie zamykała. Kochałem sobie podśpiewywać, czy to w szkole, czy to w domu. Domownicy uważali, że mam talent.
     
     Potem dorosłem. Ukończyłem szkołę z zadowalającym wynikiem mojej ciężkiej pracy. Udałem się na studia na architekturę, bo to było wszystkim, o czym marzyłem. W akademiku, czego się nie spodziewałem,  poznałem swoją bratnią duszę, a miała ona na imię Kate.


--------------------------------------------------------------------------------------------

Przepraszam, że takie nudne, ale to wstęp, nic na to nie poradzę :p
Nicole

sobota, 22 listopada 2014

PROLOG

     - Dzień dobry. - Uśmiechnąłem się sztucznie do recepcjonistki

     - Dzień dobry. W czym mogę pomóc.

     - Jestem umówiony na wizytę.

     -Imię i nazwisko?

     - Brian. Brian Holden.

     - Momencik. Zgadza się. Doktor zaraz pana przyjmie.

     - Dziękuję. - Usiadłem na plastikowym krzesełku w poczekalni obok jakiejś dziewczynki.

     - Co pana tu sprowadza?  -zapytała uroczym głosikiem spoglądając na mnie ciekawskim wzrokiem

     - Mam pewien problem, który muszę jakoś wyjaśnić. A ty co tu robisz? I czemu jesteś sama?

     - Nie jestem sama. Jestem z mamusią i tatusiem. Tatuś na chwilę wyszedł, bo ma coś ważnego do zrobienia, ale obiecał, że wróci. Wierzę mu. A mamusia siedzi tuż obok mnie. Zawsze przy mnie jest, bo bardzo mnie kocha. - obok czarnowłosej dziewczynki nikogo nie było.

     - Nie rozumiem. Obok ciebie nikogo nie ma. Jesteśmy tu tylko we dwoje i pani recepcjonistka.

     - Wszyscy tak mówią, dlatego się tu znalazłam. Nikt nie chce mi wierzyć, więc tatuś mnie wysłał do tego całego psycholofa.

     - Psychologa.

     - O, właśnie. Nie rozumiem, czemu nikt mi nie wierzy. Ale może ten pan mi uwierzy i przekona innych, że  mam rację?

     - Możliwe, ale szczerze wątpię, mała.

     - Dlaczego? Jeśli nie uwierzy mi, może uwierzy mamusi?

     - Sądzę, że nie.

     - Dlaczego? Ty też mi nie wierzysz?

     - Niestety nie mogę. Obok ciebie nikogo nie ma.

     - Ranisz ją. Nie wiem dlaczego mi nie wierzycie. Jesteście ślepi? Może powinniście nosić okulary? Ale przynajmniej twój przyjaciel mi wierzy.

     - Jaki przyjaciel? - z wielkim zdziwieniem spojrzałem na machającą w moją stronę dziewczynkę

     - No ten, co siedzi obok Ciebie. Odmachał mi i mojej mamusi. Chyba mi nie powiesz, że nie widzisz swojego przyjaciela? Hahaha.

     - A jak ten przyjaciel wygląda?

     - Nie bądź głupi! Chyba sam możesz zobaczyć!

     - Właśnie nie mogę. Proszę, możesz mi go opisać?

     - No dobrze, ale nie jestem w tym dobra. Hhhmmm. Więc jest tak wysoki jak ty, ma brązowe oczy i czarne włosy sterczące do góry. Śmieje się ze mnie, ale nie umiem opisywać ludzi.

     - A ma coś szczególnego, co mogło by mi pomóc w skojarzeniu?

     - Hhhmmm. Ma kolczyki w uszach i jest bardzo przystojny. Uśmiecha się do mnie i powiedział, że jestem śliczna.

     - Ma rację, jesteś śliczna. Możesz go poprosić, żeby powiedział ci coś specyficznego, charakterystycznego?

     - Hhhmmm. Dziwne.

     - Co? - słuchałem bardzo zaciekawiony

     - Powiedział mi tylko lód i że będziesz wiedział.

     - Powiedział ci ICE?

     - Tak. Już wiesz?
 
     - Chyba tak. - Nie mogłem uwierzyć, w to co powiedziała - Czy on mnie słyszy?

     - Słyszy i to dokładnie, ale mówi, że ty go nie możesz. Smutne.

     - Dziękuję Ci bardzo.

     - Nie ma za co. A tak w ogóle to nazywam się Madi.

     - Dziękuję Madi. Ja nazywam się Brian. Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo cieszę się, że cię poznałem.

     - Nie ma za co. O mój tatuś wraca. - uśmiechnęła się uroczo

*

     - Dzień dobry, panu. - Wstałem ściskając dłoń mężczyzny

     - Dzień dobry. Mam nadzieję, że nie sprawiła panu problemu i nie namieszała w głowie swoimi wymysłami.
- Odciągnąłem mężczyznę na bok, by dziecko nie mogło nas usłyszeć

     - Niech ją pan zabierze z tego miejsca. To nie jest jej potrzebne.

     - Jak to? Nie rozumiem.

     - Ona nie jest chora. Jest obdarowana darem widzenia.

     - Darem widzenia czego niby?

     - Kiedy zmarła pańska żona?

     - Co?  Nie rozumiem skąd takie pytanie..

     - Kiedy?

     - Pół roku temu. Czemu pan pyta?

     - Bo pańska córka właśnie mi powiedziała, że obok mnie siedzi bardzo mi bliska osoba, która zmarła kilkanaście dni temu. Nie mogła znać tej osoby. Ona nie jest chora, tylko widzi zmarłych. Może mi pan wierzyć lub nie, ale sądzę, że tutaj usłyszy pan to samo. - wyszeptałem patrząc mu prosto w oczy

     - Miałem takie podejrzenia, ale to nie jest normalne!

     - Zgadzam się, nie jest. Dlatego jest wyjątkowa. Niech pan ją wysłucha i jej uwierzy. Niech pan ją traktuje tak jak zawsze, bo nie zasługuje na odtrącenie z naklejką dziwak na czole.

     - Ja, ja.. Dobrze, dziękuję. - Odwrócił się i podchodząc do córki, wyciągnął do niej rękę

     - Chodź skarbie, idziemy stąd.

     - Nie muszę tu siedzieć? - zapytała brązowooka

     - Nie. Wracamy do domu. - uśmiechnął się do niej szczerze

     - Jupi! - już byli przy wyjściu, gdy dziewczyna wyrwała się z uścisku taty i pobiegła w moją stronę

     - Dziękuję bardzo, proszę pana. - Przytuliła się do moich nóg

     - Nie ma za co, Madi.

     - To dzięki panu wracam do domu.

     - Skąd wiesz?

     - Mamusia mi powiedziała. Jednak mi pan wierzy.

     - Wierzę na 100%. Czemu miałbym nie wierzyć? - Uśmiechnąłem się do niej najładniej jak mogłem

    - Hi hi hi. Dziękuję bardzo.

    - To ja dziękuję. Uświadomiłaś mi coś bardzo ważnego. No, a teraz zmykaj do tatusia.

    - Dobrze. Dowiedzenia! - krzyknęła z wyjścia

    - Do zobaczenia.

    Usiadłem z powrotem na krzesełku. Zacząłem myśleć o tym co powiedziała mi mała dziewczynka. Czy naprawdę Nick może być tuż obok mnie?

INFORMACJE

Cześć!

Hej. Mam na imię Roksana. Od dawna chciałam zacząć to opowiadanie i oto jest! I.C.E. na bloggerze! Jestem taka podekscytowana! Liczę, że wam się spodoba i że mi się nie znudzi, bo często tak mam niestety.

Co do mojej osoby, to kocham 1D i jestem Larryshipper. Lubię też wiele innych zespołów i wokalistów jak Ed Sheeran, czy Daughter.  Jestem w 3 klasie gimbazy :p

Jakbyście mieli jakieś pytania zaglądajcie do strony kontakt i stamtąd wybierzcie sobie stronę kontaktową ;)

Będę się podpisywać Nicole, jakby coś xd

Obserwatorzy